Bo wiesz? To nie tak, że ja
żyję wiosną. Nie. Ani-ani!
Bo ja żyję czasem. Całym. Całym czasem. Chociaż czasem, to chcę nie żyć. Ale to czasem. Czasem jednak zaczynam oddychać. Tak całą sobą. Wiesz, tak jak oddycha się tylko raz. Ostatni raz. Ty też? Bo ja, to żyję cały rok. Czasami jednak bardziej. O! Na przykład właśnie teraz. Ale pewnie zaraz przestanę. I nie wiem. No ale może jakoś to będzie. Bo jest nadzieja. I wiosna. Bo mam problem, no I tyle. Jakoś nigdy nie umiałam złapać równowagi. W żadnym tego słowa znaczeniu. Mój życiowy błędnik skazał mnie na wieczną niepełnosprawność i łudzenie się zmierzaniem do czegoś, co powinno być równowagą. Linia mojego życia staje się tylko asymptotą. Aż do czasu. Matematyczna niemożliwość w jednej chwili staje się udziałem mojego życia duchowego.
Ostara.
Prawdziwa równowaga. Równoprzyjaciele. Równowolność. Równomuffinki. Równoblot. Równoprzyjaźń. Równowszystko. Równointegracja. Równoszacunek.





